Całą drogę do biura obiecujesz sobie, że dziś wreszcie zaczniesz pracować nad firmą. Naprawdę nie chcesz być już jej pracownikiem.
Obiecywałeś to wczoraj. Obiecywałeś miesiąc temu. Obiecywałeś na sylwestra. Wchodzisz i ... zaczynasz od gaszenia pożarów. Zabawa trwa do 19:00. Wychodzisz, siadasz w aucie i przypomina Ci się, że znowu nie ruszyłeś niczego ze swojej listy projektów strategicznych. Zajmiesz się tym jutro. Na pewno jutro. Dokładnie to samo „jutro", które masz w głowie od trzech miesięcy.
Jakie są trzy pierwsze sygnały, że prowadzisz firmę w modelu, który nigdy nie przeskaluje się do poziomu Twoich ambicji?
1. Nadwyżka finansowa to Twoja największa iluzja.
Patrzysz na saldo konta, widzisz liczbę większą niż zwykle, więc rezerwujesz wycieczkę last minute za 15 tysięcy. Po coś w końcu znosisz cały ten stres związany z prowadzeniem firmy.
Gratulacje. Właśnie wydałeś pieniądze, które za 42 dni pozwoliłyby uniknąć opóźnienia w wypłacie wynagrodzeń. Tylko jeszcze tego nie wiesz, bo nikt nie przygotowuje Ci prognoz finansowych na kolejne miesiące. Twoja księgowa tego nie zrobi, jej praca kończy się na sporządzeniu ładnego archiwum dla Urzędu Skarbowego.
Zarządzanie budżetem w oparciu o aktualny stan konta generuje dokładnie ten stres, przed którym uciekałeś, rezerwując wyjazd.
Wniosek: Saldo konta to zdjęcie, prognoza finansowa to film. Jeśli zarządzasz firmą z milionowymi przychodami na podstawie zdjęcia, nie dziw się, że ciągle coś Cię zaskakuje.
2. Zysk z rachunku wyników nie istnieje na koncie.
Marzec, dostajesz sprawozdanie za poprzedni rok. Czytasz: zysk netto 800 tysięcy. Otwierasz bankowość, na koncie wielokrotnie mniej środków. Pytasz księgową, gdzie reszta. Słyszysz: skąd mam wiedzieć? Taki zysk wynika z dokumentów, które Pan przesłał.
Właśnie dowiedziałeś się, że masz dwie firmy. Jedną papierową, która zarobiła 800 tysięcy. I drugą realną, która ma mniej niż 200 tysięcy na koncie, bo 350 wisi na należnościach od klientów, którzy nie zapłacili, 200 leży w zapasach, których nie sprzedałeś, 100 zostawiłeś w nowej maszynie zamiast w gotówce. Za to chociaż podatek tej pierwszej jest prawdziwy, w marcu przelejesz jeszcze 150 tysięcy na CIT. Nie zostanie nawet 100 tysięcy.
Wniosek: Twoja księgowa zaksięgowała wszystko poprawnie. Tylko, że Tobie nie jest potrzebny ktoś, kto ładnie zaksięguje przeszłość. Potrzebujesz kogoś, kto powie Ci w lipcu, że po zamknięciu roku zostanie na koncie 95 tysięcy, a nie 800 i zaplanuje co z tym zrobić, zanim będzie marzec.
3. Każda decyzja wraca do Ciebie. Nawet te, których nie powinieneś widzieć.
Pracownik pyta czy może zamówić tonery. Handlowiec pyta, czy może dać 5% rabatu. Księgowa pyta, na który projekt zaksięgować fakturę za Ubera. To nie jest słaby zespół, to zespół, który nie ma jasnej definicji, gdzie kończy się jego odpowiedzialność, a zaczyna Twoja. Więc dla bezpieczeństwa pyta o wszystko.
I Ty na wszystko odpowiadasz. Bo przecież to Twoja firma, jak coś pójdzie nie tak, to i tak spadnie na Ciebie. Logika, która brzmi odpowiedzialnie, w praktyce oznacza, że najdroższy człowiek w firmie spędza pół dnia na decyzjach za 200 złotych.
Wniosek: Twoja firma rośnie do rozmiaru Twojej uwagi i zatrzymuje się tam na stałe. Dopóki nie wdrożysz warstwy decyzyjnej z jasnymi progami: kto, do jakiej kwoty, w jakim obszarze decyduje sam, będziesz wąskim gardłem, którego nie da się obejść. Nawet na urlopie.
Powiedzmy sobie jasno: to nie jest kwestia dyscypliny. Tej masz bardzo dużo. Nie jest też kwestia czasu, bo masz go tyle samo, co każdy inny właściciel firmy, która zarabia kilkanaście milionów i nie tonie.
Problem leży gdzie indziej i do tej pory nikt nie powiedział Ci tego wprost, bo Twój księgowy pracuje dla Urzędów, a pracownicy są zajęci swoimi obowiązkami. Prowadzisz firmę bez warstwy zarządczej między Tobą, a operacjami. Nie masz dyrektora finansowego, który pomógłby Ci to poukładać. Każdego dnia, w którym to trwa, tracisz czas i pieniądze, nie wiedząc nawet, że je tracisz. Chcesz wyjść z błędnego koła?